- To chodź - pokazałam mu calutką stadninę. Chyba mu się spodobała, ale nie znam się na takich rzeczach...
Gdy siedzieliśmy pod cieniem drzewa na łące, podszedł do mnie listonosz. Oddał mi list i odszedł.
Otworzyłam kopertę, nie wiedząc od kogo to jest. Od nikogo się niczego nie spodziewałam...
Przeczytałam list i... Szczęka mi opadła!
- O matko... - powiedziałam, patrząc w litery
- Co? - zapytał
Podałam mu list. Gdy go przeczytał, również nie mógł uwierzyć.
- Czyli... Zamykasz stadninę? - zapytał
- Nie... To, że chcą mnie na tamtym uniwersytecie, nie oznacza, że stadnina zostanie zamknięta... - powiedziałam, patrząc tęsknym wzrokiem na Emmę.
- Ale przecież nikt nie będzie mógł się zająć stadniną...
- Nie... Mam siostrę, ona też kocha konie... Zadzwonię do niej...
- Jak chcesz - westchnął
Wyjęłam telefon i zadzowniłam do niej:
- Jenn? Co chciałaś? - usłyszałam jej głos
- Hej, Ness... Słuchaj... Mam mały problem
- No mów.
- Bo... Przyjęli mnie na studia, ale... Stadnina, no wiesz... I nie wiem co zrobić... I... Mogłabyś ty się nią zaopiekować?
- Serio?! Mama się ucieszy! - chyba się ucieszyła z tego, że w końcu znalazłam uniwersytet - I jasne, że mogę. Bo mnie nikt nie chce przyjąć, więc się nudzę... - westchnęła
- Och... Dzięki... Jesteś kochana...
- Spoko. Czego nie robi się dla siostry?
- Bo ja wiem?
- Dobra... Kiedy mam przyjechać? - zapytała
Razem się umówiłyśmy, żeby przyjechała za tydzień. Wtedy oddam jej "władze".
- Dobra, to pa! - pożegnała się ze mną
- Cześć... - odpowiedziałam, lecz ona już dołożyła słuchwakę
- To jak?
- Ness się zajmie stadniną, nie bój żaby...
- Uff... To dobrze... - uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.